Akcja -reaktywacja- jak odnowiliśmy stary bufet

soczysty granat we wnętrzu
Soczysty granat we wnętrzu.
Styczeń 11, 2018
szary we wnętrzu
Czy szary jest nudny? Szarość we wnętrzu.
Luty 20, 2018
Show all

Akcja -reaktywacja- jak odnowiliśmy stary bufet

akcja reaktywacja bufet

W naszym warsztacie nieustannie trwa akcja – reaktywacja starych mebli. Nie zawsze spektakularna, nie zawsze znajduję czas, by ją opisać, ale nie ma dnia, byśmy nie podejmowali trudu, aby odnowić starego grata (serio, nawet w niedzielę). W ostatnim czasie reanimujemy na prawdę wiekowe okazy, co najmniej 100 letnie, zatem poziom uszkodzeń też jest niemały.

Trafił do nas przepiękny bufecik, wybieraliśmy go razem z klientką w magicznym nieco miejscu, wypełnionym po brzegi antykami (nie, nie był to Czacz, choć i tam perełki można znaleźć). Nie ukrywam, że ja kupuję meble sercem, nie oczami, no chyba, że oczami wyobraźni, bowiem najczęściej widzę je już odpicowane. Tego zrozumieć nie może małżonek mój najmilszy. On widzi tylko grata i ilość pracy jaką będzie trzeba włożyć w reaktywację mebla. Może to i dobrze, bo trzeźwe spojrzenie na nie jeden mebel jest bardzo przydatne. Jednakowoż mój upór bywa niejednokrotnie silniejszy niż głos zdrowego rozsądku. Wracając do rzeczy…

Bufet na pierwszy rzut oka wyglądał okazale i dostojnie, stabilnie i bez skazy, dziurek po kołatkach nie dojrzałam, jakimś cudem ubytków też nie. Cała ja. Bufet przyjechał do nas i okazało się, że i owszem jest okazały, bo zajął prawie całą pracownię, ale kołatki są w podłodze, plecach i nogach, podłoga ponadto jest wyłamana, uszkodzenia forniru właściwie dotyczą każdego elementu, od drzwiczek po blaty, a całość wysmarowana jest produktem, którego pochodzenia nie znam. Całość śmierdziała niemiłosiernie, ja ten zapach dość specyficznie nazywam, ale tu nie napiszę, bo może zabrzmieć groźnie i nie jednego do odnawiania zniechęcić. Oprócz tego był cały okurzony, pokryty pajęczynami i wieloletnim brudem.

bufetbufetbufet

Krok pierwszy – mycie

A właściwie szorowanie poprzedzone odkurzaniem, coby dokopać się do faktycznego stanu mebla. Szczerze powiedziawszy już po tym etapie byłam lekko załamana.

bufetbufet

Krok drugi – demontaż i odrobaczanie

Wszystkie elementy, jakie się dało rozmontowaliśmy, rozkładając mebel na czynniki pierwsze. W nadstawce najważniejsze było zdemontowanie kryształowych szyb, bowiem zapowiadało się intensywne szlifowanie, które z pewnością, by je uszkodziło. Odkręciliśmy drzwiczki, usunęliśmy półki, plecy, podłogę…Podłogę postanowiliśmy wymienić, a pozostałe elementy, zainfekowane przez kołatki zagazowaliśmy.

bufet

Krok trzeci – szlifowanie

Czyli niekończąca się opowieść, której aż boję się wspominać, bo była to długa, żmudna robota, w wielu miejscach ręczna, a każdy odkryty spod starej powłoki fragment mebla dostarczał nowych niespodzianek. Niestety niezbyt optymistycznych.

bufetbufet

Krok czwarty – uzupełnianie ubytków

W tym miejscu rozpoczęła się zabawa ze szpachlą. W elementach, które postanowiliśmy pokryć farbą zastosowaliśmy zwykłą szpachlę „sklepową” i poszło jej dwa wiadra ;), tyle było ubytków. W elementach pozostawionych w oryginale szpachlę zrobiliśmy sami, by kolorystycznie pasowała do forniru. Środkowe drzwiczki okazały się jednak tak zniszczone, że szpachlowanie nie miałoby sensu, byłoby więcej szpachli niż forniru, w związku z czym całe drzwi zafornirowaliśmy na nowo.

bufetbufet

Krok piąty – malowanie, bejcowanie, lakierowanie

Po trudach prac wcześniejszych przyszedł czas na nieco przyjemniejsze czynności. Zgodnie z założeniem mebel podzieliliśmy tak, by stanowił spójną całość. Część pomalowaliśmy ciemnym grafitowym kolorem, wykorzystując farby kredowe Autentico. Część zostawiliśmy w oryginale, czyli dębowym fornirze, podbijając jego głębię bejcą. Całość zabezpieczyliśmy woskiem i lakierem. Odnowiliśmy też wnętrze mebla wymieniając podłogę na nową, przeszlifowanie i zalakierowanie.

Mebel posiadał ornamenty na drzwiczkach frontowych, oczyściliśmy je i pomalowaliśmy. Wieniec zdobiący drzwi środkowe wypełniony był czeczotem, ale to odkryliśmy dopiero po zdarciu mazi, którą był pokryty. Zgodnie z życzeniem klienta tylko wieniec został zamontowany, a pozostałe ornamenty zachowane. Dobraliśmy też nowe okucia.

No dobra. Jest, napisałam. w pięciu na krzyż zdaniach zawarłam pracę z trzech tygodni na cztery ręce. Ile przekleństw padło, ile nerwów zszargaliśmy podczas pracy wiemy tylko my. I jakoś dziwnie się czuję po napisaniu tego posta, bo jak go przeczytałam, to stwierdziłam, że wszystko brzmi tak gładko. A prawda jest taka, że mebel ten szacowny dał nam nieźle w kość, ale jak to mówią – co nas nie zabije to nas wzmocni:)

W każdym razie morał z tej historii jest taki, że przywlekliśmy jeszcze kilka mebli w podobnym stanie i będziemy się bawić dalej. Jesteście ciekawi?

bufet odnowiony, metamorfoza, renowacjabufet odnowiony, metamorfoza, renowacjabufet odnowiony, metamorfoza, renowacjabufet odnowiony, metamorfoza, renowacjabufet odnowiony, metamorfoza, renowacja

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *